Zapowiedziałem, napisałem i w sumie zrobiłem to co chciałem. Ponad dwa lata temu wrzuciłem na tego bloga coming out, który pozwolił mi wyrzucić z siebie wiele negatywnych emocji, przyznać się do depresji, zacząć długą i cholernie trudną a zarazem niesprawiedliwą walkę z tym gównem. Wiem, inni mają większe problemy, ja jednak nie chciałem skończyć jak Robert Enke. Udało mi się jednym wpisem pogadać z wieloma ludźmi, otworzyć się jeszcze bardziej przed światem i przy okazji dowiedzieć jak można sobie poradzić z takimi problemami. Walka rozpoczęta, ale końcowego rezultatu jeszcze nie znam. Zdiagnozowana dwubiegunowość znacznie utrudnia codzienną tułaczkę, ale prawda jest taka, że każdy dzień wygląda podobnie. Albo jesteś cholernie zadowolony z życia, albo masz ochotę rozpierdolić całą planetę. Mówiłem coś o coming out? To jest jego druga część. Druga i zarazem ostatnia. Jak ktoś do tego momentu nie ma dość, niech czyta dalej, innym polecam ten tekst odstawić. Nie będzie raczej ciekawy a ja muszę napisać to i owo. Spokojnie, będzie o piłce.

I od futbolu zacznę. Uwielbiałem o nim pisać, przez kilka dobrych lat napisałem zapewne kilkaset artykułów, bo miałem miesiące, kiedy pisałem naprawdę dużo. Jak nie pisałem własnych, to tłumaczyłem inne. Sprawiało mi to radość. Przestało. Jedni powiedzą, że dorosłość, inni, że to przez brak czasu, inni, że nie ma z tego pieniędzy. Ostatni wnerwiają mnie najbardziej bo w dzisiejszych czasach naprawdę idealizm musi kończyć się na pytaniu „za ile?”. No mniejsza z tym. Pisałem na wielu serwisach, analizowałem mecze, wydaje mi się nawet, że byłem jedną z pierwszych osób w polskim społeczeństwie kibiców Liverpoolu, który analizował mecze tej drużyny na szerszą skalę. Mogę się mylić, jednak wiem, że ludzie je chętnie czytali. Dzisiaj każdy wie co dzieje się na boisku, wie jak powinna wyglądać taktyka a oglądanie, a właściwie czytanie tego co wczoraj wieczorem widziało się na boisku, wszystkim się znudziło. Ludzie są wypaleni wszechobecną analizą. Nawet statystyki piłkarskie schodzą na drugi plan. Za dużo tego jest internecie a  i tak 80% to rzeczy, o których wie przeciętny czytelnik/odbiorca/widz. I choć wielokrotnie próbowałem do tego wracać, sam, czy też kimś, to robienie czegoś dwa dni, tylko po to aby zobaczyło to 19 osób naprawdę mija się z celem. Nie chciałem za to ani grosza, ale jednak syzyfowa praca nie jest dla nikogo w tych czasach. Moja wielka pasja zaczęła gasnąć. Analizy są jednak tylko kroplą w morzu tego wszystkiego. Przecież można pisać o czymś innym.

Tu pojawia się kolejny problem. Pisać ciągle o tym samym? Chciałem kiedyś założyć bloga, który byłby ciekawy, interesujący, zachęciłby ludzi do czytania itp. Reklamowałem, zapraszałem (nie spamowałem tym co dwa dni). Zebrałem na FP kilkaset osób, które zalajkowały i w sumie cieszyło mnie to. Problem jest taki, że przy wywiadzie, które zajmuje w chuj czasu odwiedzin jest raptem 100. Załatwienie wywiadu, rozmowa, pytania, pokonywanie problemów stało się moją specjalnością a uwierzcie, zrobienie dobrego wywiadu wymaga sporego nakładu sił. I nie będę skromny, uważam, że kolumna słowo w słowo ma się całkiem dobrze a moje wywiady nie są nudne. Starałem się zawsze poruszyć ciekawą kwestię i pisać tak jak jest, bez cenzury, bez pierdolenia czy politycznej poprawności. Co jest gorsze od braku wyświetleń? Brak odzewu z drugiej strony. Pytasz o wywiad, prosisz o odpowiedź, uzgadniasz termin a potem chuj. Ktoś nie raczy odpisać, albo po zrobieniu wszystkiego, kiedy czekasz na pozwolenie wrzucenia wywiadu (bo to ważna osoba publiczna przykładowo) to ona ma Cię w dupie. A ty jebałeś się z tym gównem dobre kilka dni. Jak nie tygodni. Nadal na laptopie mam pięć nieopublikowanych wywiadów, które aż proszą się o publikacje, ale bez pozwolenia nie ma szans. A są z muzykami, piłkarzami, sędzią piłkarskim i żołnierzem. No nic. Przepadną. Przynajmniej sobie porozmawiałem. Idźmy dalej.

Męczące stało się pisanie o Liverpoolu. Nie z tego powodu, że nie ma o czym pisać, przy tym zespole zawsze jest o czym się wypowiedzieć. Jedyny serwis, który reprezentuje z dumą kilka lat być może przestanie istnieć, a jego czytelnicy na jakąkolwiek krytykę reaguje agresją i pierdoleniem o tym, jakim to jest się złym kibicem. Nie, nie wołam o atencję. Apeluję tylko o to, żeby czasami dać sobie na wstrzymanie. Pisanie czegokolwiek krytycznego jest trudne, tym bardziej kiedy w dyskusje przelewa się gówno wraz z jadem a o merytoryczną dyskusję jest ciężko. Analizy nie wyszły, dłuższe artykuły też nie, pisanie w kółko tego samego mija się z celem. Wniosek? Przestań o tym pisać. I tutaj jest właśnie koniec artykułu, a przynajmniej powinien być. Wydaje mi się, że przede mną kolejny frustrujący sezon, kolejna kampania, z której nic może nie wyjść. Z menadżerem, którego uwielbiam. Ale mnie to wkurwia. Człowiek wspiera, kibicuje, docenia. A potem ogląda jak kilkunastu piłkarzy nie potrafi dać z siebie odrobiny więcej od przeciwnika z siedemnastego miejsca w tabeli. A idźcie w chuj z taką grą. Nie wiem kto jest winien temu wszystkiemu ale już w październiku nie chce mi się oglądać tego gówna. Piłka nożna nie sprawia już takiej frajdy jak kiedyś, mimo, że staram się nastawiać na kolejne spotkanie tak jak 5/10 lat temu. Nawet wielki awans na mundial naszej reprezentacji nie wzbudził we mnie jakiś wielkich emocji. A powinien, tak mi się przynajmniej wydaje. Dobra, nie będę was męczył.

Uznałem po tych kilku latach, że nie ma sensu dalej się męczyć. Nie ma sensu zalewać czytelników pierdoleniem. Dziennikarzem nie zostanę. Brak hajsu na porządne reklamy czy inne bajery oraz czasami brak czasu wygrywają z pasją. Pasją, która kiedyś prowadziła mnie od celu do celu. Uwielbiałem zasiadać do klawiatury i klikać. Dzielić się z wami przemyśleniami. Miałem marzenie, żeby nawet zacząć na tym zarabiać. Chociażby grosze, bo mi wiele nie potrzeba do szczęścia. Starałem się, próbowałem, nic z tego. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Albo się coś potrafi i jest się zauważonym, albo nie. Być jak miliony innych ludzi to chyba nie dla mnie. Tzn inaczej. Wolę przestać udawać, że potrafię niż usilnie wmawiać światu, że mam rację, że umiem, że jestem w tym dobry. Uznaję zatem dzisiaj, że przestaję pisać. Bo to po prostu nie jest dla mnie. Ideały umierają, ideały płoną. Pasja gaśnie. Nie będę musiał was już męczyć. A wy jak będziecie chcieli pogadać, to wiecie gdzie uderzać. Nie wiem kto jest temu winien. Nie wiem, co lub kto sprawiało, że tak się czuję. Może to ja sam, może to inni ludzie. Nie wiem, nie potrafię na to odpowiedzieć. Parę lat temu marzyłem o krainie, w której będę szczęśliwy. Po kilku latach zadaję pytanie. Coście skurwysyny uczynili z tą krainą!?

A na dzisiaj dzięki za wszystkie komentarze, za przeczytane artykuły, za obejrzane analizy. Za pomoc przy wywiadach i za wsparcie. Mam nadzieje, że nikogo nie zanudziłem tym artykułem. Teraz możecie komentować. Każdy komentarz mile widziany, bo ja lubię rozmawiać z ludźmi. Jak ktoś uznaje, że jestem jebięty – niech napisze. Jak ktoś twierdzi co innego – niech napisze. Ostatni raz bym sobie poczytał komentarze pod artykułem. Dzięki jeszcze raz za wszystko.

 

PS arytkuł pisany na emocjach, bez poprawek, bez sprawdzania. Robię to szczerze. Dzisiaj jestem sobą. Poza tym. Są sędziowie, których nie widzą ewidentnych rzutów karnych.