Jest jedno miejsce na świecie, w którym chciałbym być chociaż przez jeden cały dzień. Dubaj. Miasto pełne bogactwa, przesytu, pachnące ropą naftową i milionami na kontach. I gdy ludziom wydaje się, że jest już coś na świecie wysokiego, w Dubaju zawsze może powstać coś większego. Ktoś zapyta co ma miasto ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do piłki nożnej… już tłumaczę. Marzeniem wielu jest poczuć smak bogactwa i przesytu właśnie tam, podobnie jak marzeniem wielu piłkarzy jest granie dla Manchesteru City, Realu Madryt, Barcelony czy też Anży Mahaczkala (wiadomo co kieruje takim marzeniem).

Od zawsze irytowało mnie jak słyszałem, że wielka gwiazda piłki nożnej zmienia klub na inny tylko z powodu lepszych zarobków. Potrafię zrozumieć argument, że klub jest  jak praca – lepsza wypłata, można zmienić, ale czy nie po to się trenuje za młodu, żeby w dorosłym już piłkarskim życiu stać się legendą w jakimś klubie? Jakimś, nie w klubie, który powstał na podstawie miliardów jednego człowieka, szejka, miliardera. Nie znoszę kupowania historii. Nie potrafię przetrawić masowych transferów w stylu Real Madryt kilka lat temu (Benzema, Ronaldo, Kaka, Alonso itp.). O ile niektórym kariera może się udać, o tyle innym może ona totalnie przeistoczyć się w koszmar. Dla wielu jednak przejście do Królewskich to spełnienie marzeń (i tutaj rozumiem Arbeloę, Alonso) jednak dla wielu to także grzanie ławki rezerwowych tylko po to, żeby zarabiać 100 tysięcy tygodniowo. Nie, nie zazdroszczę im. Wolałbym ciężko pracować w mniejszym klubie i być wielbiony przez 100 fanów, niż być znienawidzonym przez miliony tylko z powodu chęci posiadania miliona.

Real Madryt to jednak klub z bogatą historią i próby odbudowania wcześniejszego Galacticos moim zdaniem nie miały sensu. Można było przecież kupować piłkarzy spokojniej, bez zbędnego szumu i za normalne ceny. Zostawmy jednak Real, który jest mimo wszystko dobrym przykładem mojej teorii, że kluby budowane na miliardach odnoszą sukces raz, a później dostają kopa w plecy od piłkarskiej rzeczywistości. Bo ambicji nigdy nikt nie kupi.

Citizens w zeszłej kampanii w dramatycznych okolicznościach zdobyło mistrzostwo kraju i ci, którzy mówili, że jest to tylko jednorazowy sukces byli wtedy mieszani z błotem. Jak się jednak okazało „papierowy mistrz” nie udźwignął presji bycia liderem i zakończył ten sezon z pustymi rękoma. Na dodatek przegrali w finale FA Cup z Wigan, które bądź co bądź spadło. The Latics pokazało jednak, że wielkie pieniądze nie są potrzebne do zdobywania trofeów. Nawet w spotkaniach ligowych City nie potrafiło udokumentować swoich mistrzowskich aspiracji. Drużyna, która budowana była w kilka lat, a właściwie w kilka okien transferowych teraz jest już słabszą drużyną. Pomijając fakt wydawania kroci na zawodników, to narodziło się jeszcze wiele konfliktów (Tevez, Ballotelli) , które drużynie na pewno nie pomogły w żaden sposób. Jedno mistrzostwo dobrze obrazuje sytuacje, która była do przewidzenia i jest kolejnym mocnym argumentem teorii, że drużyny nie zbuduje się w rok czy dwa.

Zawsze jednak jest ktoś, kto za wszelką cenę chce dorobić się jeszcze większego majątku i próbuje kupić piłkarski klub. Jest to okrutne, ale właściciel Anżi dobitnie pokazał, że czasem poziom ligowy nie ma znaczenia, ważne jest, że piłkarzom zapłaci się znacznie więcej niż powinni dostawać. I choć rosyjski klub występował tylko w Lidze Europy udało się z niej awansować.  W lidze natomiast klub zajął trzecie miejsce. Gdzie te sukcesy?

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w dzisiejszym futbolu powoli brakuje lig, w których NIE MA miliardera. Niemcy na szczęście odbiegają od takiej polityki, ale wydaje mi się, że jest to zrozumiałe, ponieważ przy aktualnej dyspozycji Bayernu i tak nikt by ich nie wygryzł z fotela lidera. Fortuna dotarła jednak nawet do Francji i jak zwykle zakończyło się to na wielkich oczekiwaniach. O ile mistrzostwo w lidze w wykonaniu PSG można uznać za sukces, blamaż w pucharze krajowym i gra w LM do sukcesów już nie należą. I ktoś może powiedzieć, że porażka z Barceloną to nie żadne niepowodzenie, ale jak spojrzy się na mecz Dumy Katalonii z Bawarczykami, dostanie się odpowiedź.
Już teraz mogę stwierdzić, że w przyszłym sezonie PSG musi bardzo się starać żeby nie podzielić losów poprzedników, których wymieniłem wyżej, tym bardziej, że do gry wchodzi kolejny już bogaty klub – AS Monaco.

Kupują, kupują i wciąż kupują. Właściwie te zdanie podsumowuje aktualną politykę klubu. Hulk (póki co plotka, ale wiadomo jak może się zakończyć) Falcao, Moutinho, James Rodriguez, Carvahlo… ci piłkarze zasilili bądź dopiero zasilą francuskiego beniaminka. Fakt, że klub w przeszłości liczył się na ligowej arenie, ale niedawno awansowali  z powrotem do Ligue 1 także doskonale widać w jaki sposób chcą zapisać się na kartach historii. Niestety, ale jest to bardzo bolesne ponieważ im więcej klubów będzie pracowało właśnie w taki sposób, to w piłkarskim świecie będzie ubywać coraz więcej lojalnych piłkarzy (już ich jest niewielu).

Wielki kłopot będą także mieli pracownicy. Po co w takich klubach scouci, skoro ich rola będzie ograniczać się do sprowadzenia gwiazdy? Nie będą oni potrzebni i tak jak słusznie powiedział niedawno były scout Manchesteru City (aktualnie Liverpoolu) praca w takim klubie nie ma sensu i potrafi doprowadzić do szału. Chwała więc ludziom, którzy cenią wyżej własne aspiracje i życiowe ambicje od finansów. Problem także będą mieli młodzi piłkarze, którzy albo grają w akademii/ drużynach rezerw bądź dopiero chcą się tam dostać. No bo jak niby nieznany nikomu zawodnik w wieku 17 lat ma się przedostać do naszpikowanego gwiazdami składu? Jest to wręcz niemożliwe i nic dziwnego, że później będzie sam chciał odejść do znacznie mniejszego i mniej znanego klubu, w którym albo zrobi karierę, albo nie, bo np. nie będzie miał do tego warunków. A takich przykładów piłka nożna zna wiele.

Kolejną wadą takich czynów jest fakt, że zyskuje na tym jeden klub, a traci cała liga bądź też reprezentacja. No bo np. Anglicy są wypierani ze składu przez obcokrajowców, a inni zawodnicy po prostu wolą grać gdzieś indziej. Sytuacja staje się powoli bardzo skomplikowana i miejmy nadzieje, że finansowe fair play załagodzi trochę zapędy miliarderów. Nie trzeba przecież wspominać ile nazwisk już zostało porzuconych w brutalnym świecie „modern footballu” . Zmienianie menadżerów co pół roku, wyrzucanie piłkarzy po jednym słabszym sezonie, problemy, kłótnie… cierpi wizerunek piłki nożnej. A należy pamiętać, że młodzi ludzi naprawdę chcą grać na najwyższym poziomie. Wkrótce może być tak, że do piłkarskiego Dubaju wejdą tylko ci, którzy dostaną sami zaproszenie, a nie ci, którzy chcieli zawalczyć o swoje marzenia.