Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem idiotą a artykuł nie ma na celu obrażenia nikogo, zaczynając od dziennikarzy, przez szarych kibiców, kończąc na wielkich obrońcach kadry oraz wszystkiego co polskie i z polską piłką związane.

Dlaczego śmiałem i nadal śmieję się z wpadki jakiej dopuścił się Artur Boruc? Odpowiedź jest prostsza niż się niektórym się może wydawać – ponieważ jest to wpadka. Tak drodzy kibice, możemy śmiać się z takich rzeczy skoro są one częścią futbolu. Skoro piłkarz strzeli gola samobójczego to drużyna przeciwna ma płakać z tego powodu? Nie. Śmieje się, cieszy się, ewentualnie po meczu podejdzie kapitan, poklepie po plecach i powie „cóż, zdarza się”. Pamiętajmy jednak o tym, że każdy gra żeby wygrać a ewentualna radość po strzeleniu bramki zależy już tylko od danego strzelca. Ja na miejscu Begovicia po prostu bym się cieszył chociaż potrafię zrozumieć mały entuzjazm golkiperów – oni trzy minuty później mogą wpuścić piłkę do siatki pod nogami lub po prostu nie przyjąć podania od kolegi bo murawa będzie jak kartoflisko. Czemu jednak miałbym nie śmiać się z tego, że piłka wpadła do bramki od… bramki?

Mamy ostatnio dziwną zasadę, że potrafimy wyśmiewać, szydzić czy nawet obrzucać błotem innych, nie patrząc na to jak inni będą widzieć nas. Czasem może się wydawać, że popadamy w megalomanie a że jesteśmy smutnym narodem, nie potrafimy zachować dystansu gdy ktoś rzuca w nas czymś śmiesznym (częste słowo, ale radosnym tutaj po prostu nie pasuje, a komiczne uznałem, że niewłaściwe). Kuszczak zły bo puścił gola gorszego, słabszy bo nie gra w kadrze, gorszy bo nie osiągnął niczego szczególnego oraz po prostu z niego śmiać się można. Bo tak. Boruc? Bramkarz kadry, grający w dobrym klubie, mający dobry sezon, zgarniający świetne recenzje. Hola hola, z niego śmiać nie można!

Zaskoczyła mnie reakcja ludzi, którzy zawzięcie starali się go bronić. Wiatr, dziwna rotacja, niespodziewane zagranie bo początek meczu (to jest mocny argument…) oraz fakt, że drużyna grała wysokim pressingiem stały się tarczą dla polskiego bramkarza. Ja chciałbym tylko przypomnieć, że Tomek Kuszczak też kiedyś grał w Anglii, niekoniecznie w Manchesterze , ale w West Brom United i zgarniał tak samo świetne recenzje. Powiem więcej – mówiło się o nim w mediach jak o przyszłym bramkarzu w kadrze. Do tej pory gdy padnie podobny gol, wszyscy jednogłośnie mówią „o, kuszczak”. Może czas to zmienić i mówić „o boruc”? Chyba narażę się kilku ludziom, ale według mnie gol Begovicia był „lepszy” niż bramkarza Kolumbii. Dlaczego? Po pierwsze to nie był mecz towarzyski tylko spotkanie ligowe i to w najlepszej lidze świata, po drugie stadion w Chorzowie nie miał wtedy ekstra murawy (przez lata się wiele nie zmieniło w tej kwestii) oraz po trzecie Boruc jest bardziej doświadczonym bramkarzem w tej chwili i taki błąd po prostu jest na jego konto. Nie na konto warunków pogodowych czy złej murawy. Dziwnym jest to, że nie potrafimy zamknąć całej sprawy mówiąc po prostu, że popełnił błąd i koniec.

Okej, angielskie media doceniły jego występ (nie był zły to fakt) jednak czy gdyby Święci przegrali wciąż nikt by nie mówił o gafie? Wiadomo, gdybanie możemy pozostawić… a w sumie czemu? Przecież od roku mówimy o tym gdzie zagra Lewandowski. Ja wiem! W lidze mistrzów, dzisiaj, z Arsenalem. Obyśmy nie musieli mówić o kolejnej wpadce, kolejnego już polskiego bramkarza. Z drugiej strony błąd Szczęsnego jeszcze bardziej wybroniłby Boruca. Ah, te polskie myślenie.

Miałem zamiar napisać coś o zachowaniu kibiców podczas minuty ciszy, ale jako, że sama nazwa mówi jak się należy wtedy zachować nie będę się rozpisywał. Powiem jedno. Szacunek zawsze można okazać, tak jak bluzgi. Jednak minuta szacunku zawsze będzie głośniejsza niż 90 minut wyzwisk.