Taka jest niestety smutna prawda dla wszystkich fanów piłki nożnej. Bycie kibicem to nie tylko wzloty i upadki, łzy radości gdy Twoja drużyna wygrywa oraz niecodzienny smutek kiedy przegrywa. To nie tylko chwile grozy oraz nadziei, kiedy w ostatniej minucie meczu półfinałowego Ligi Mistrzów do rzutu karnego podchodzi napastnik rywali i mówiąc szczerze , i on i Ty kibicu macie tą samą myśl. Od jednego kopnięcia zależy wynik dwumeczu. Ileż to już było takich sytuacji, kiedy po prostu miało ochotę się już wyjść i najzwyczajniej w świecie zapomnieć o futbolu? Czasami ciężko jest przychodzić na mecz co weekend bo ma się świadomość kolejnego już przegranego spotkania, albo co gorsza ma się w głowie myśl o tym, że klub właśnie spada z ligi. Oczywiście co innego jest gdy awansuje, wtedy po prostu ma się ochotę krzyczeć na całe gardło jak to bardzo nie kocha się swojej drużyny. Walka pomiędzy tymi, którzy szczycą się chwilowym sukcesem klubu, a tymi, którzy wspierają kluby z historią jest wciąż żmudną bijatyką, ponieważ nikt nie potrafi jej wygrać. Możecie mi wierzyć na słowo od kilku miesięcy przestałem się kłócić z młodszymi fanami o to, czy Liverpool jest dobrym zespołem czy nie. Po prostu nakazuje im otworzyć Google i wyszukać sobie hasła pt. „historia”. Pomijając wszystkie uczucia, te złe jak i te dobre, w życiu każdego z nas, kibiców jest jeszcze jeden stan, który czasami (a może często?) doprowadza do obłędu. Cierpliwość.

Kibic ciągle musi czekać. A to na pierwszy gwizdek, a to na początek sezonu (to jest chyba najgorsza rzecz jaka może być, kiedy masz świadomość, że Twoja ekipa nie zagra o punkty przez dwa miesiące). Wyczekiwanie jest wręcz wpisane w ten sport. Trzeba non stop sobie powtarzać, że wkrótce, już niedługo, jutro, za godzinę (tutaj dopisz co chcesz czytelniku) wydarzy się coś niezwykłego.

Poznaliśmy właśnie grupy na mistrzostwa świata i co? Znowu trzeba czekać. Mecz otwarcia może być niezwykle ciekawy i wbrew temu co mówią fachowcy z TVP Brazylia nie musi wygrać z Chorwatami. Pamiętam doskonale, kiedy to nikt nie dawał im szans w starciu z Anglią a każdy pamięta jak się skończyło i kto pojechał na Euro. Mundial to zawsze wielkie emocje, piękne bramki, wspaniałe asysty oraz to co nas wiecznie denerwuje – brutalne faule, symulowanie, błędy arbitrów oraz porażki. Czasem jest tak, że czekasz na końcowy gwizdek wygrywanego aktualnie meczu 2:1, a u bukmachera postawiłeś wielkie pieniądze na taki wynik i co? Piłka odbija się od słupka, dobija ją piłkarz na pozycji spalonej/wcześniej faulując i tracisz fortunę. To też jest niestety wpisane w ten sport. Na mecze w Rio i innych miastach czekam jak chyba wszyscy. Jak większość mam też kilka swoich typów i mam nadzieje, że tym razem trafię i coś wygram (w 2004 do żartów powiedziałem znajomemu, że Euro wygra Grecja). Komu będę kibicował i dlaczego?

Przede wszystkim jestem ogromnym fanem, choć to chyba nadużycie. Może lepiej będzie powiedzieć sympatykiem Belgii. Młodość, chęci i głód zwycięstwa doprowadziły ich naprawdę daleko już dzisiaj. Oczywiście eksperci twierdzą, że nie wytrzymają próby generalnej, ale mając taką grupę, myślę, że śmiało powalczą o awans z pierwszego miejsca. Może i rzeczywiście niektórzy nie grali nigdy na tak wielkiej imprezie, ale powiedz zawodnikom grającym w Premier League o jakichkolwiek derbach a opowiedzą Ci jak to jest grać pod presją. Wysnuwam prosty wniosek – gdyby nie radzili sobie z presją, nie awansowaliby do mundialu. Mają mocną ekipę, młodą i mimo wszystko dobrze zorganizowaną, a indywidualności też mogą im bardzo pomóc. Uważam zatem, że Belgowie zrobią wielką niespodziankę i zakończą swój udział nie prędzej niż w ćwierć finale. Jak będzie czas pokaże (znowu trzeba czekać).

Jako, że jestem także sympatykiem drużyn z Afryki, a właściwie przyglądałem się każdemu meczowi Burkiny Faso bardzo chciałem, aby ta ekipa awansowała. Niestety nie udało się, a podobny los spotkał Etiopi. W ich miejsce zobaczymy kadry Algierii oraz Nigerii. Mój typ? Algierczycy powalczą o wyjście z drugiego miejsca, a co będzie dalej naprawdę nie będzie miało znaczenia. Osiągną niebywały sukces i to im w zupełności wystarczy. Pamiętacie drużynę Tahiti w spotkaniu z mistrzami świata, Hiszpanią w pucharze konfederacji? Co z tego, że nie pograli praktycznie w ogóle, a dostali ładny zapas bramek. Ich uśmiechy oraz sam fakt, że byli na takim turnieju jest po prostu niesamowity i sprawia, że sam się uśmiecham. Poza tym nawet jeśli Algieria nie osiągnie nic, to jak będzie przegrywała to zapewne wysoko, także też jest to powód do oglądania ich spotkań.

Chciałbym także żeby wreszcie Francuzi pokazali, że wszystkie złe dni, kryzysy, oraz problemy kadrowe są już dawno za nimi. Kto czytał książkę „Straszliwie sam” R. Domenecha ten wie o czym mówię. Problem Francji jest jednak taki, że ostatnio nie wiedzie im się dobrze na wielkich imprezach. Wtopa w RPA, niepowodzenie w Polsce i na Ukrainie… można by wymieniać dalej. Wierzę jednak, że pokażą światu w końcu się z dobrej strony. Najwyższy czas, żeby znowu osiągnęli jakiś sukces na międzynarodowej arenie. Nie mówię o zwycięstwie, ale chciałbym ich widzieć przynajmniej w ¼.

Kto może rozczarować? Choć bym tego bardzo nie chciał, to mam wrażenie, że Anglicy znowu nie osiągną za wiele. Od lat ich problemem jest faza pucharowa, a po w miarę dobrej grze w grupie, po prostu później nie dają rady. Nie sądzę także, aby Roy Hodgson był odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Ostatnia decyzja o wystawieniu Sturridga pomimo tego, że miał lekki uraz w sparingu z Niemcani była po prostu głupia. Dodatkowo komentarze o braku przeprosin w kierunku Liverpoolu były nie na miejscu. W każdym razie dobrego PR’u Roy nie ma. Jeśli jego napastnik ma tracić sezon na kontuzje ponieważ on chcę go sprawdzać w nic nieznaczących sparingach, to naprawdę jest coś nie tak. No chyba, że buduje coś bardzo nietypowego. W każdym razie, Anglia nie wyjdzie z grupy. Przegra z Urugwajem i zremisuje z Włochami. Albo na odwrót. Hodgson zostanie zwolniony i wreszcie zapanuje porządek.

Tyle jeśli chodzi o moje typy, ponieważ nie chce zanudzać. Póki co wszyscy musimy poczekać do pierwszych gwizdków oraz tańczenia samby na trybunach. Chciałbym żeby ten czas zleciał jak najszybciej, tym bardziej, że coraz bardziej idzie zima. Nienawidzę tej pory roku, bo mecze nie zawsze są ciekawe, a czasami bywają przerywane. Telewizja czasami szwankuje, traci się sygnał, a kolejki grane są tydzień później. No ileż można?! Chciałbym także słowem końcowym powiedzieć, że przez najbliższy czas nie będę blogował. Chyba, że wydarzy się coś niezwykłego w świecie piłki nożnej. Po prostu potrzebuje drobnej, chwilowej przerwy od pisania, co nie znaczy, że przestanę walczyć o nowe, ciekawe pomysły. W planach pewien wywiad o polskim szkoleniu, z Polskim trenerem. Cóż, skoro ja czekam tak długo na mistrzostwo Liverpoolu, wy musicie poczekać na kolejny artykuł. Mam nadzieje, że o mnie nie zapomnicie.