Z okazji świąt i tego, że powoli kończy się jakże dobry piłkarsko rok, wpadłem na pewien pomysł. Wymyśliłem inicjatywę podobną do tych, jakich jest już pełno w internecie. Wszechobecne „challenge” na portalach społecznościowych pojawiało się w tym roku tak często, że w końcu przyciągnęło również mnie. Tym razem jednak zrobimy to inaczej. Czysto blogowo, czyli po prostu – pisząc. Zasady takich wyzwań każdy zna. Liczy się cel – dobra zabawa oraz pokazanie światu, że kibice różnych maści, blogerzy a nawet i dziennikarze sportowi potrafią połączyć siły i stworzyć coś ciekawego. Zadanie jest proste. Wystarczy podać i opisać jedenaście swoich ulubionych meczów piłkarskich. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to okropnie trudne, wiem również, że będą pojawiały się duble. Liczy się fakt i to jak do tego podejdziemy.

Jedenaście spotkań, bo jedenastu zawodnik na murawie. Kolejność może być dowolna (przynajmniej w moim przypadku, bo ciężko je uporządkować w jakiejś sensownej kolejności). Każdy z nas ma różny wiek, więc i liczba obejrzanych spotkań będzie różna. Nie może być za łatwo, więc chodzi mi o wszystkie obejrzane spotkania, nie tylko tegoroczne. Mogą to być spotkania sprzed lat, które zrobiły na was wrażenie, chociaż jeszcze wtedy nie było was na świecie. Jesteście gotowi na te wyzwanie? No to zaczynamy.
PS. Na końcu każdego felietonu typujemy osoby, które muszą odpowiedzieć tym samym. Niech będzie to maksymalnie pięć osób. Wszystkie teksty również pojawią się u mnie w osobnej kategorii.

Liverpool vs Milan jako pierwszy mecz z listy

Jako, że jestem wieloletnim kibicem Liverpoolu nie może być innego spotkania na samym początku od tego jedynego, które pokazało i nauczyło piłkarski świat, że warto walczyć do końca. Oczywiście mowa tu o finale Ligi Mistrzów z AC Milanem, zakończonym dopiero w rzutach karnych. Fabuła spotkania idealna do stworzenia co najmniej kilku filmów. Do przerwy 3:0, później heroiczny bój aż do samego końca i wreszcie fantastyczne, ale i również szczęśliwe parady Jerzego Duda. Liverpool zwyciężył piąty raz w Europie, pokazał, że wraca na właściwie tory. Rafa Benitez udowodnił, że jest dobrym mówcą i dokonał niemożliwego. Gdyby Milan zwyciężył wynikiem jaki zakończył pierwszą połowę, nikt by dzisiaj tego meczu nie wspominał. Te spotkanie pokazało również kilka ważnych rzeczy. Przede wszystkim charakter, pasję, jaką posiadał wtedy Steven Gerrard. Na twarzy po bramce wulkan emocji, energia, która późnij została wyładowana na obrońcach Milanu. Kolejną sprawą jest polski akcent, gdzie powoli krytykowany Dudek zaczął wychodzić na bohatera wieczoru. I smutny upadek takiej gwiazdy jaką był niewątpliwie Schevcenko. Najpierw nie wykorzystanie stu procentowej sytuacji a później nie wykorzystanie jedenastki. Ten mecz pokazał wszystko, za co kocha się piłkę nożną. I pokazał dlaczego warto wspierać Liverpool.

 

Włochy vs Francja – upadek Zidane alegorią prawdziwego piłkarza

Finał Mistrzostw Świata podaje tutaj z kilku powodów. Przede wszystkim karierę kończył wielki piłkarz – Zinedine Zidane. Dla mnie zawodnik kompletny. Każde zagranie dopieszczone do ostatniego tchu, finezja, spokój, mistrzostwo w każdym calu. Idealnie wykorzystana szansa na pożegnanie się z wielką publicznością, dojście do samego finału. Nie można było rozegrać tego lepiej, dodatkowo strzelając bramkę z rzutu karnego w taki sposób (pokonanie kogoś takiego jak Buffon nie należy przecież do łatwego zadania). Francuz jednak dla mnie zawsze będzie zapamiętany dobrze, jako wzór. Jego upadek pokazuje, że pozostał zawsze człowiekiem, a nie odszedł tylko jako piłkarz. Każdy popełnia błędy, a w tamtym pamiętnym letnim wieczorze popełnili je wszyscy. Zwyciężyli Włosi, co nie było dla mnie miłą wiadomością, ale powiedzmy szczerze – finał idealny do obejrzenia.

Polska 2:1 Portugalia. Marzenie dla kibica.

Umówmy się – ten mecz musiał się tutaj pojawić, niezależnie od tego czy kibicujecie reprezentacji dzisiaj czy nie. Wtedy siała postrach w grupie a ten pojedynek pokazał, że niemożliwe nie istnieje. Smolarek wprawił mnie dwukrotnie w osłupienie swoimi rajdami a później golem. Popatrzenie na arbitra czy nie machnął chorągiewką, później mocne wykończenie, jednak ze stoickim skupieniem, no i wreszcie – ta radość. Coś nieprawdopodobnego i coś, co zmieniło na kilka tygodni jedną rzecz. Na boisku nikt nie chciał być Ronaldo czy też Figo. Każdy chciał byś Smolarkiem…

 

Wtedy Bundesliga wydawała się ciekawa…

Czwartym moim ulubionym pojedynkiem jest spotkanie dwóch niemieckich ekip. Leverkusen zagrało ze Schalke taki mecz, który musiał zapaść w mojej pamięci. Aż jedenaście bramek, świetne widowisko, bramka Krzynówka (wtedy bywało o nim bardzo głośno) spowodowało, że dodaje te spotkanie do tej listy. A i z jeszcze jednego powodu. Był to pierwszy mecz, który nagrałem na kasetę VHS i który mam do tej pory w szafie. Idźmy dalej.

Ten mecz musiał się tutaj pojawić z oczywistych względów.

Podobnie jak w przypadku pierwszego meczu. Gerrard = charakter i walka do końca. Dramaturgia do samego końca, to właśnie dzięki temu pojedynkowi zrozumiałem, że tego klubu nie mogę nie oglądać. No i od tamtej pory wiem, że jak ten klub gra, zawsze trzeba wierzyć. Może i teraz znowu są gorsze dni, ale takie jak tamte są warte zapamiętania. I młodsi kibice powinni się wreszcie tego nauczyć.

Taki finał Ligi Mistrzów chciałoby się oglądać zawsze

 

Kolejne spotkanie to kolejny finał. Tym razem 99 rok i ten pamiętny wieczór w Barcelonie. Bayern już się cieszy, Bayern już świętuje. Bayern już wie, że wygrał, więc piłkarze poprawiają sznurówki, żeby tylko ukraść kilka cennych sekund. A tu jednak los płata figla. Strzela mocnego pstryczka w nos głośno śpiewając „gra się do końca”. Idealny mecz, chociaż zobaczyłem go znacznie później ze względu na wiek. Oczywiście do tej pory o tym pojedynku się mówi, opowiadania zawsze są ciekawe. No i zawsze mnie ciekawiła jedna rzecz. Jakby się ten mecz zakończył gdyby Bayern zrobił inne zmiany… .

Wtedy miałem na nich postawić…

Co ja poradzę, że tak bardzo lubię finały? Nawet takie jak ten w 2004 roku, kiedy padł ten jedyny gol. To jest jednak nieważne. Ważny było to kto go strzelił. Grecja zaskoczyła piłkarski świat. Dwukrotnie. Najpierw pokazała, że potrafi pokonać Portugalię nawet jak ta zagra w finale, a drugi raz zaskoczyła całokształtem. Swoją bądź co bądź okropną grą, która przez lata jest krytykowana. Jednak zwycięzców rzekomo się nie sądzi. Dla mnie to był fajny finał. Z emocjami, ale dodałem go również z innego powodu. Kolega zapytał się mnie przed startem tych mistrzostw kto wygra. Jak powiedziałem, że Grecja to mnie wyśmiał. Potem ja śmiałem się z niego.

 

Tego gola zapamiętam na zawsze

 

Długo myślałem jakie spotkanie dodać jako kolejne. Daje to z prostego powodu. Nie chodzi o wynik, emocje czy też występ zawodników. Chodzi o ten jeden moment. Zwód Ronaldinho, bądź co bądź wtedy po prostu genialnego Ronaldinho. Każdy chciał wtedy być nim, na boisku, w domu czy w szkole. Ruch w miejscu w jedną stronę, później w drugą, następnie strzał praktycznie z miejsca i wreszcie trafienie, które zszokowało wszystkich komentatorów świata. Zresztą, Brazylijczyk szokował wtedy świat notorycznie.

To się wydarzyło naprawdę!

 

Tak wiem, jestem nudny. Trzeci mecz Liverpoolu a wiem, że chciałbym dodać i jeszcze jeden ale się powstrzymam. Pogrom w lidze United był niesamowity, ale pojedynek z Realem był jedyny w swoim rodzaju. Kapitalne wykończenie Torresa czy też Gerrarda dały kolejny raz nadzieje na końcowy sukces. Udało się rozgromić jednego z największych rywali na świecie. Markę, która straszy już samą nazwą. To był sen, który okazał się rzeczywistością. No i Dossena lobujący Casillasa – cud, miód wykończenie akcji. A pamiętam jeszcze jedną rzecz. Debiut Spearinga, który czuł się wtedy jakby zawsze grał z takimi drużynami. Szkoda, że jego kariera potoczyła się inaczej.

 

Długo zastanawiałem się nad dziesiątym meczem.

To przed ostatni mecz na tej liście a zarazem jeden z lepszych jakie widziałem. Brazylia była dumna ze swojej gry, świetnie radziła sobie ofensywnie, ale jej defensywa potrzebowała pomocy i doskonale to wiedziałem. Czekałem na drużynę, która ich pokona. Liczyłem na Chorwację, Meksyk, Chile i nici. Wreszcie znaleźli się jeźdźcy Apokalipsy i wyrzucili Canarinhos za burtę. To był piłkarski spektakl. Mnóstwo bramek, Jezu – co za wykończenia akcji! Tak, to było niedawno, ale będzie długo rozpamiętywane.

 

To były piękne czasy…

 

Tego spotkania oczywiście nie mogłem zobaczyć na żywo, ale sam tata opowiadał mi o nim milion razy. Przy okazji mówiąc docinająco, że Liverpool też później poległ. Jednak nie o tym mówmy. Ten mecz był cudowny. Zobaczyłem go z kilkadziesiąt razy. Zawsze mnie zastanawiało jak to się stało, że polska piłka zanotowała taki regres. Widzew był wtedy barwny. Piłkarze pili, balowali, buntowali się a później pokonywali pół Europy. 3:1 z Juve było świetnym wynikiem. Fajnie jest to czasem wspomnieć. Nawet jak wtedy panowały smutne czasy.

Także znacie już moje jedenaście wielkich spotkań. Kategorie są różne jak widać. Jedne niedawno się zakończyły, innych możecie nawet nie znać. Długo nad tym myślałem, ale wybrałem właśnie te. Teraz czas na Was. A ja nominuję piątku szczęśliwców. Będą nimi. Aleksandra Wróblewska, Wojciech Piela, Grzegorz Chrzanowski, Radosław Chmiel oraz Michał Okoński. Piątka, bo wiem, że podołacie zadaniu i wiem, że dzięki Wam te wyzwanie może pójść dalej w świat. Także zaczynamy!

PS2 Oznaczajcie swoje artykuł hashtagiem T11M. Będzie łatwiej nas znaleźć razem. Bo przecież o to chodzi.