Kiedyś, właściwie jeszcze niedawno oglądaliśmy Ronaldo, Drogbe, Rooneya. Jeszcze niedawno Anglia wariowała z powodu posiadania Carltona Cole’a czy Dembe Ba. W między czasie przewinęło się kilku innych bohaterów-napastników. Suarez, Torres, Cisse, Carroll. Kibice zawsze oczekiwali ataku, więc to naprawdę fascynujące, że ludzie mówią o obrońcach w kontekście innym niż negatywnym. Jeszcze dziwniejsze jest to, że niektórzy potrafią nawet wznieść na piedestał defensywnego pomocnika. Dlatego drażni mnie, że ludzie wolą paplać o Balotellim. Dziwniejsze jest to, że tracą czas na plotki. W tym całym zgiełku nikt już nie mówi o nich. O bocznych obrońcach. No bo w sumie po co?

Każdy już wie, że w dzisiejszym futbolu liczą się wyłącznie zwycięstwa. Większą uwagę przykłada się do ataków niż do obrony i nawet stare powiedzenie, że najlepszą obroną jest atak jest dzisiaj aż nadto aktualne. Doskonale pamiętam czasy, kiedy zachwycano się jedynym w swoim rodzaju Claude’m Makelele. Technika, spokój, odbiory piłki, to były atuty, o których mówiono i był taki moment, kiedy właściwie pozycja defensywnego pomocnika była znana i kojarzona głównie z Francuzem. Oczywiście piłka nożna przyśpieszyła, pobiegła jak Maradona przed siebie i wyprzedziła wszystkich rywali. Zarówno napastników jak i fanów strzelanych goli. Pozycja pomocnika, który zajmuje się głównie odbiorami zaczęła wreszcie wyrastać do rangi bardzo ważnej, no i dzisiaj w efekcie tejże ewolucji raczej ciężko sobie wyobrazić solidny klub piłkarki bez typowego DM’a. Natomiast jak to w życiu bywa, coś musiało być kwestią czegoś i niestety coś zupełnie innego musiało ucierpieć.

W Futbol i statystyki napisano, że bramki są przeceniane. Rzeczywiście dzisiaj zdobycie trzech bramek w ciągu jednego spotkania jest trudne i zdarza się rzadziej niż lata wstecz. Na wielkich imprezach czy chociażby w najlepszych ligach europejskich wyniki +3 padają rzadziej niż kiedyś. Wydaje się zatem, że gra w obronie ma nadal wielkie znaczenie. Obrońcy (zwłaszcza stoperzy) mają teraz trudniejsze zadanie, napastnicy są zwinniejsi, szybsi, sprytniejsi. Zgodnie z zasadą coraz to lepszych napastników, pojawiają się coraz to lepsi stoperzy. Mimo to tylko czasem wspomni się o jakimś naprawdę porządnym występie stopera. Co jednak z bocznymi defensorami?

No właśnie. Kilka lat temu Rafa Benitez zdecydował się zapłacić grube miliony na Glena Johnsona. Jak sam wtedy stwierdził, Anglik ma wielką zaletę, jaką jest zdolność do poruszania się na połowie przeciwnika. Właściwie było to całkiem przydatne, jednak już po rozegraniu pełnego sezonu kibice zaczęli dostrzegać wadę tego atutu. Była nią oczywiście luka w obronie. I w sytuacji, kiedy zawodnicy nie potrafili się dobrze przemieszczać na boisku i asekurować, łatwiej było narazić się na kontratak. Skutki były bardzo brutalne. Więcej bramek straconych, nawet pomimo wielu goli strzelonych. Przeciwnicy z góry zakładali atakowanie skrzydłami, a wielu pomocników nie potrafiło dobrze wypełniać wolnej przestrzeni ponieważ sami musieli postępować zgodnie ze swoją pozycją. Oczywiście wzmacniało to akcje ofensywne, ale więcej było z tego szkód niż pożytku. Dzisiaj jest jeszcze gorzej.

Ewolucja piłki nożnej musi być widoczna cały czas inaczej wszystko stanęłoby w miejscu. Jedenastka marzeń sprzed dekady wyglądałaby prawdopodobnie dziwnie przy jedenastce tego roku. Więcej piłkarzy nastawionych na defensywę, spokój, kontrolowanie akcji, lecz mocne użądlenie z przodu pomogłoby w ataku. W dzisiejszej super drużynie zobaczylibyśmy masę zawodników z nastawieniem ofensywnym, a i ich wszystkich byłoby ciężej upchać na boisku. Z tego powodu obrońców na boisku mogłoby być po prostu mniej i doszlibyśmy do ustawienia 3-5-2.

Jest to ciekawa formacja, bo może być naprawdę uniwersalna. Jakbyś nie chciał, to możesz ustawić bocznego obrońce. Możesz go władować w środek i będzie musiał spełniać rolę stopera, jednak w zależności od jego lepszej nogi, albo po prostu wrzucić go jako dodatkowego pomocnika i nakazać mu biegać w obie strony. Prędzej czy później jednak zagęszczenie w środku pola zostanie zatrzymane i znowu będziesz musiał wrócić do gry w obronie. Przy odrobinie szczęścia zdobędziesz masę bramek i nie będzie wielkiego szumu. Alberto Moreno ciągle biega na połowie rywala a później przy pierwszym lepszym zwodzie, zostaje za plecami. Trudniej jest taką formacją pokonać potęgi światowej piłki nożnej. Ciągle przypominam, że liczą się tylko gole strzelone.

We Włoszech widziałem już różnych magików trenerki. Wyjście ośmioma zawodnikami ofensywnymi bądź ustawienie w jednej linii całej drużny. Nawet obrońca musi umieć atakować, ale o obronie będzie myślał tylko czasem. W kryzysowych sytuacjach. No bo przecież sama nazwa jego pozycji mówi co ma robić…
Gdy Carlos strzelał piękne bramki z rzutów wolnych częściej był na własnej połowie niż na połowie przeciwnika. Jeśli przeszukacie sobie rankingi najlepszych bocznych obrońców świata, to większość tych aktualnych opiera swoją grę na ataku. Wydaje mi się, że łatwiej jest nauczyć obrońcę grać w pomocy niż pomocnika pilnować tyłów. Być może również dlatego lepiej jest mieć jednego znakomitego defensywnego pomocnika? Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że tradycyjne ustawienie 4-4-2 lepiej jest zastąpić diamentem. Gra trójką z przodu nigdy już nie będzie grą typowej 10, oraz dwóch skrzydłowych napastników. 4-5-1 i na odwrót nie będą typowi formacjami. Młodzi boczni obrońcy nigdy już nie będą mieć tylko zadań defensywnych, jednak mimo wszystko czasem zastanowiłbym się nad tym, czy piłka idzie w dobrym kierunku. No bo skoro już wszyscy liczą na gole, to za niedługo nie będzie komu ich strzelać. Wreszcie ktoś przypomni sobie o obrońcach a wtedy znowu z piłki nożnej zrobią się szachy. I co gorsza. Ludzie będą znowu chcieli grać jak Gary Neville.
Odpowiedzcie zatem sobie sami. Czy lepiej być w dzisiejszych czasach bocznym obrońcą czy jednak nie.