Zawsze zastanawiało mnie to jak czuje się człowiek, który dowiedział się, że już nigdy nie stanie na własne nogi. Który w ciągu kilku sekund stracił coś niesamowicie ważnego. Po długich poszukiwaniach wreszcie zdecydowałem się zapytać o udzielenie wywiadu. Udało się. Nie spodziewałem się jednak, że można mieć aż taki dystans do wielu spraw. Długo nie potrafiłem tego zrozumieć i mam nadzieje, że wy też pozytywnie się zdziwicie efektem mojej rozmowy właśnie z nią. Z Ewą Kieryk. Z osobą, która przeżyła osobistą tragedię tracąc obie nogi. Jej podejście do całej sprawy jest niesamowite, a poczucie humoru nakazuje zapomnieć o wszystkim co złe w życiu. Jest to idealny przykład walki ze słabościami, problemami oraz trudnym życiem. Mimo wszystko pokazuje jedną ważną rzecz – każdy problem można pokonać. Zawsze.

"Trzeba być twardym a nie miętkim, mówi Ewa"

 

S.B -  Powiedz na wstępie co u Ciebie słychać? Po naszych ostatnich kilku rozmowach zauważyłem, że nastawienie w ogóle się nie zmieniło. Zawsze radosna i uśmiechnięta. Jak to robisz?

Ewa – Chyba zawsze taka byłam. Od wypadku nic się nie zmieniło. Trzeba być pozytywnie nastawionym do życia, bo inaczej będzie o wiele ciężej. Poza tym mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi, że nie mogę się smucić. Wręcz oni mi na to nie pozwalają,

S.B – Jak to jest mieć takie wsparcie? Po wypadku pomyślałaś zapewne o tym, że będzie Ci ciężko. A później musiałaś się skądś dowiedzieć, że tylu ludzi stoi za Tobą i chce Ci pomóc. Jak się czułaś? Była to zwykła radość czy jakieś przytłoczenie?

Ewa – W sumie to nie pamiętam dokładnie jak to było. Po prostu w pewnym momencie wszyscy pisali na facebooku, czy podawali przez rodziców, albo na różnych stronach internetowych, że są ze mną, że trzymają kciuki i w ogóle. To mnie jakoś podniosło na duchu. Nigdy nie czułam się przytłoczona. Tylko pomyślałam ‚skoro oni mnie tak wspierają, muszę się odwdzięczyć, będę chodzić, poradzę sobie’. Już do końca będę wdzięczna, że ludzie dali mi tyle siły żebym temu wszystkiemu sprostała. Tego po prostu nie da się opisać.

S.B – Mówisz, że będziesz walczyć dla siebie, bliskich oraz dla ludzi, którzy okazali Ci wsparcie. Nie było ani jednego momentu zwątpienia? Chwili słabości?

Ewa – Oczywiście, że były. Zawsze są, ale szybko sobie z tym poradziłam. Chociażby perspektywa uzależnienia od rodziców na stałe nie wchodzi w grę, bo każdy chce się od nich uniezależnić i być samodzielny, prawda? U mnie jest tak samo. Nie chcę wiecznie siedzieć u nich na garnuszku. Jeżeli już nie dawałam rady po prostu zastanawiałam się nad tym głębiej, rozwiązywałam problem z rodzicami, czy przyjaciółmi. Po takich rozmowach byłam pełna pozytywnej energii i po prostu ruszałam dalej. Poza tym trzeba sobie uświadomić, że to wszystko nie przychodzi od razu. Tylko trzeba sobie dać czas. Powoli, krok po kroku i można osiągnąć wszystko.

S.B – Ostatnie zdanie jest naprawdę piękne i powinno być mottem dla wielu ludzi, którzy borykają się z problemami. Ale zastanawia mnie jedno. Na pewno przed wypadkiem myślałaś o przyszłości, co będziesz robić itp. Czy zmieniło się coś po wypadku? (zmiana planów, nowe cele?) No i co chcesz robić w przyszłości.

- Nie wiem. Zastanawiałam się nad tym przed wypadkiem i po. Nie mam zielonego pojęcia, czym mogłabym się zająć. Moim hobby jest fotografia, możliwe, że pójdę w tym kierunku. Czas pokaże. Mam jeszcze trochę czasu może coś wymyślę. Jedyne co chcę zrobić w przyszłości (najlepiej niedalekiej (śmiech)) to spełnić swoje marzenie i odwiedzić Anfield. W końcu po to teraz wylewam siódme poty, żebym mogła tam dostać się sama. Wyznaczyłam sobie ten cel zaraz po wypadku i myślę, że mi się uda.

- Fotograf na antenie Liverpoolfc TV byłby chyba najlepszym zawodem, mam racje? (śmiech)

 - Zdecydowanie tak! Załatwię sobie kiedyś tę pracę tylko jeszcze nie wiem jak (śmiech).

- Jak zwykle masz niesamowite poczucie humoru, żadnego smutku. Kiedyś rozmawialiśmy o dzieciach, które bawią się w kałuży i im się podoba zabawa w wodzie. Powiedziałaś wtedy, że nawet gdybyś miała nogi, nie chciałabyś być na ich miejscu. Ty do wszystkiego masz taki dystans? Myślisz jeszcze w ogóle o tym wypadku? Czy kompletnie wyrzuciłaś go ze świadomości?

- Czasami jest tak, że człowiek myśli o złych rzeczach jakie mu się przytrafiły chociaż tego nie chce. Mam podobnie, ale od razu zaczynam myśleć o czymś przyjemniejszym. Nie interesuje mnie to już. Wydarzyło się to co miało się wydarzyć. Tak miało być. Po co do tego wracać skoro jest dobrze? Jestem cała i zdrowa, nie mam innych problemów zdrowotnych. Ludzie pomogli uzbierać na najlepsze protezy, mam je i mogę funkcjonować jak normalny człowiek. A dystansu nauczyłam się z czasem. Potrafię też dużo rzeczy obracać w żart. Życie jest piękne na swój sposób i trzeba się nauczyć to dostrzegać.

- Zastanawiała mnie zawsze jedna rzecz. W momencie wypadku, kiedy dowiedziałem się, że leżysz w szpitalu i już nic Ci nie grozi, pojawiła się telewizja. Osobiście stałem przeciwko takiej zagrywce, bo uważałem, że za świeży jest to temat, żeby od razu puszczać go w świat. Jak Ty do tego podeszłaś? Przeszkadzało Ci to? Czy znowu potraktowałaś całą sprawę na chłodno i ucieszyłaś się, że ktoś się Tobą zainteresował?

-Nigdy nie lubiłam telewizji z racji tego, że przez dłuższy czas byłam jej podporządkowana. (Jestem nastolatką chciałam się spotkać ze znajomymi, a nie mogłam, bo mieli przyjechać itp.) Była u mnie bardzo często i w pewnym momencie zaczęło mi to po prostu przeszkadzać. W kółko powtarzałam to samo. Do tej pory niechętnie podchodzę do tego, że mam się pojawić  na ekranie telewizorów, a to raczej dlatego, że zajmuje mi to cały dzień. Z drugiej strony gdyby nie telewizja ta sprawa nie była by tak nagłośniona i prawdopodobnie nie udało by nam się w tak krótkich odstępie czasu uzbierać na protezy. Telewizja ma swoje plusy i minusy, ale pomogła mi bardzo dużo. Więc nie ma co narzekać, przebolałam to jakoś.

- Było coś jeszcze w tym wypadku co osobiście Cię drażniło? Bądź zadawało jakiś ból. Jakaś zła myśl przeleciała przez głowę?

- Nie wiem czy masz tu na myśli jakieś myśli samobójcze czy coś, ale NIE no bez przesady. Ja mam dla kogo żyć! Trzeba co tydzień wspierać Liverpool bo ja coś czuje, że beze mnie by rady nie dali. (śmiech)

- Jak zwykle z humorem. Skąd czerpiesz siłę do życia? Masz jakieś swoje życiowe motto? Czy wszystko opiera się na wsparciu od ludzi.? Albo czy masz jakiegoś swojego idola, który pomagał/a Ci w trudnych chwilach

- Wiesz, że ja sama nie wiem? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem, jak mówiłam taka po prostu jestem.

- Rozumiem. Takie ostatnie pytanie odnośnie wypadku (później już będzie przyjemniej, chociaż nawet nie wiem czy dla Ciebie to jakaś różnica;) ) . Myślałaś może kiedyś o chęci niesienia pomocy innym? W jakikolwiek sposób? Wiesz, jesteś przykładem na to, że jak się chce i ma wsparcie, to można naprawdę wiele. I to jest wspaniałe.

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale jeżeli nadarzy się taka okazja, że będę mogła komuś pomóc to czemu nie? Pomoc innym jest ważna i ja jestem tego przykładem.

 

Powoli, krok po kroku i można osiągnąć wszystko"

 

- Dobrze, zmieńmy temat na przyjemniejszy. Ciekawi mnie skąd u Ciebie zainteresowanie piłką nożną. Jak to się stało, że polubiłaś ten sport?

- Na pewno nie odziedziczyłam tego po rodzicach. Wiadomo oglądało się kiedyś tylko mecze reprezentacji, bo to chyba obowiązek. Piłka jakoś zawsze mi się ‚podobała’ (to chyba dobre słowo). Później odkryłam taką drużynę jak Liverpool FC i tak mi już zostało. Trudno to jakoś wyjaśnić.

Sugerujesz, że oglądanie polskiej reprezentacji należy do obowiązków? Każdy musi, czy powinien oglądać/wspierać naszą kadrę? I mówisz tylko o piłce nożnej czy ogólnie o wszystkich dyscyplinach?

- Jasne, że o wszystkich dyscyplinach! Jak mogę/mam czas (a raczej mam zawsze) to oglądam. Swoich trzeba wpierać i nie ma, że nie. Trochę ciężko się ogląda piłkę nożną w wykonaniu naszych orłów to prawda, ale przykładowo siatkówka, skoki, ręczna, czy tenis. Tutaj jesteśmy dobrzy. Aż nie da się im nie kibicować Oczywiście jeżeli ktoś nie lubi to nie musi, przecież nie można nikogo do niczego zmuszać, prawda? Jeżeli jesteś otwarty na wszystkie dyscypliny (jak ja (śmiech) to oglądaj i wspieraj.

- Ciągnąc ten wątek aż prosi się samo zadać to pytanie. Mamy kibicować BVB czy nie? Wiesz, wielu fanów ma już dość tej całej otoczki.

- Osobiście za nimi nie przepadam i na prawdę mnie to męczy, że polskie media piszą tylko o polskim trio. Na miłość boską nie tylko oni tam grają! To jest strasznie irytujące… (gdyby Lewandowski tak grał w reprezentacji). BVB ma swoich fanów i na pewno będą im kibicować, ja z uwagi na to, że nie przepadam za ‚boskim’ Lewym, Piszczkiem i Błaszczykowskim będę chyba bardziej skłaniała się w stronę Bayernu.

- Witaj w klubie (śmiech) . Wróćmy jednak do wcześniejszego pytania o piłkę nożną. Niech zgadnę… Liverpool i zainteresowanie tym klubem wzięło się od Dudka i zapewne Stambułu? Czy jednak nie mam racji?

- Chciałabym… Jednak to nie było tak. Wszystko się zaczęło trochę później. Wiadomo jestem dziewczyną, więc patrzyłam na wygląd. Boże nie wierze, że to powiedziałam, ale niestety tak kiedyś było. Młoda byłam. Powinnam podziękować Torresowi, bo to zaczęło się od niego. ‚Wpadł mi w oko’ i sprawdziłam później gdzie gra, włączyłam następnie jakiś przypadkowy mecz (ten pierwszy to chyba nawet przypadkiem, gdzie przeczytałam, że to liga angielska, a że mi się obiło o uszy, że tam gra to włączyłam) i tak się zaczęła moja miłość do klubu.

- To ciekawe. Ale chyba jednak zakochałaś się w tym klubie, no przecież jego odejście nie zmieniło Twojego nastawienia. Ale zapewne zabolało co?

- Jak ogłosił, że odchodzi to byłam już po uszy zakochana w tym klubie, więc nie było opcji żeby zmieniać barwy. Jak dla mnie to było straszne, pamiętam, że nawet płakałam. Na początku myślałam, że to jakiś kawał, przecież miałam koszulkę z jego nr i nazwiskiem. Po tym wszystkim chyba jeszcze bardziej zżyłam się z klubem.

-Jak widać czasem rozstania przynoszą trochę zalet. Zapewne był bądź może dalej jest to Twój ulubiony piłkarz. Czy masz może jakiegoś swojego innego idola?

- Mój idol? Cały skład I nie żartuję, bo nie potrafię wymienić tego ‚najlepszego’, ‚ulubionego’ po prostu każdy ma w sobie coś ciekawego, coś co lubię itp. A co do Torresa to czasami nawet obejrzę z nim jakiś mecz, ale to przeważnie jest mecz reprezentacji Hiszpanii.

- Miło słyszeć takie słowa i mam nadzieje, że więcej fanek pozna nasz klub oraz piłkę nożną, bo stereotyp o tym, że jest to tylko 22 facetów biegających za piłką już się chyba przejadł. Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Jak oceniasz ten sezon? Lepiej niż ostatnie? A może masz na przykład swojego ulubionego managera?

- A co mogę powiedzieć? Jest źle, tragicznie, beznadziejnie, kolejny rok bez LM, przyszły nawet bez LE.  Zawsze jednak mogło być gorzej. Trzeba tu zaznaczyć, że dopiero odbudowujemy skład. Co do managera, to Rodgers ma pomysł na ten zespół i to widać, trzeba tylko dać mu czas. Z drugiej strony co ja mogę powiedzieć, jestem dziewczyną za bardzo się nie znam, walne zaraz coś głupiego i będzie klapa. Jedyne co powiem to to, że są nadzieje na kolejny sezon i oby się nie zakończyły fiaskiem, bo ten też miał być przełomowy.

- Oby tak było i żebyśmy za rok o tej porze porozmawiali o sukcesie czy chociażby awansie do Ligi Mistrzów. Mam takie ostatnie pytanie. Chcesz może coś przekazać innym? I czy może sama masz jakieś życiowe motto?

- Nawet nie wiesz jakbym chciała żeby tak było. Coś przekazać? Uwierzcie w siebie i nigdy się nie poddawajcie, bo to najgorsze co można zrobić. Trzeba walczyć, wiadomo jest ciężko jak to w życiu, ale jak się to wszystko przezwycięży to później jest tylko lepiej, można być dumnym z siebie i mieć wielką satysfakcję z tego czego dokonaliśmy. No to chyba wszystko, nic więcej mi nie przychodzi do głowy.

- Mam nadzieje, że dzięki temu wywiadowi wielu ludzi uzna, że słabości można pokonać. Zresztą trzeba zapamiętać – You’ll never walk alone. Ty jesteś tego najlepszym przykładem. Bardzo Ci dziękuje za wywiad, było mi naprawdę miło z Tobą porozmawiać i mam nadzieje, że dzięki temu jeszcze kilka osób będzie chciało pomóc zbierać fundusze na dalsze leczenie. Na koniec chciałbym przekazać Ci pozdrowienia od wszystkich z górnego śląska, którzy wyczekiwali tego wywiadu:)

- Dzięki i też możesz ich pozdrowić . :)